Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Et si tu n'existais pas. Dis-moi pourquoi j'existerais?

poniedziałek, 23 kwietnia 2012 16:18

"Et si tu n'existais pas
Dis-moi pourquoi j'existerais"

 


 

Marzec 2012

   W jej głowie był natłok myśli. Nie mogła się na niczym skoncentrować. Nie umiała przestać myśleć o tym, co się stało. Zachowała się głupio, a przynajmniej tak jej się wydawało. Łukasz był niej bez wątpienie bardzo ważny. Ale czy to była miłość? Większość dnia przesiedziała w kawiarni przy małej kawie. Patrzyła się tępo przed siebie, a przed oczami miała uśmiechniętego Łukiego. Nie mogła tak po prostu zniknąć, to było pewne. Nie mogła tez wrócić do domu i udawać, że nic się nie stało. 
   "Za każdym razem więcej tych słów przez, które cierpię." Uśmiechnęła się smutno, kiedy usłyszała słowa piosenki, które idealnie odzwierciedlały jej życie uczuciowe. Tylko czego ona się teraz bała? Miłość? Szczęścia? Doskonale wiedziała, że z Łukaszem jej się ułoży, ale bała się tego. Bała się zaryzykować.
   Do późnej nocy włóczyła się po mieście. Nie chciała wracać do domu. Bała się konfrontacji z Łukaszem. W końcu postanowiła wrócić do domu. O godzinie 23.54 po mieszkaniu rozniósł się szczęk kluczy w zamku. Antonina nie zdążyła nawet otworzyć drzwi, kiedy Łukasz pociągnął za klamkę. Spojrzał na dziewczynę z wyrzutem. A ona stała w miejscu i patrzyła na niego z przerażeniem. 
- Gdzie ty byłaś? Czemu nie dobierasz? Bałem się, że coś ci się stało. - Przytulił ją mocno do siebie, ale nawet nie zareagowała. Stała, jak kłoda. Wyswobodziła się z jego uścisku. Zamknęła za sobą drzwi i ruszyła do swojej sypialni. Złapał ją za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę, kiedy wchodziła do pokoju. Stał i patrzył w jej oczy. Próbowała uciec wzrokiem, ale przytrzymał jej podbródek, żeby i ona na niego spojrzała. Nie mógł oderwać wzroku od jej zielonych tęczówek. Przybliżał się do niej stopniowo, aż złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Odtrąciła go, ale on się nie poddawał. Za trzecim podejściem oddała pocałunek. Łukasz wplótł palce jednej ręki w jej brązowe włosy, a drugą gładził jej szyję, powodując gęsią skórkę na jej ciele. Nie działała racjonalnie. Po prostu potrzebowała teraz bliskości. 
   Obudziła się w środku nocy. Jej głowa leżała na nagim torsie Łukasza. Delikatnie podniosła się z łóżka i wyszła. Po drodze założyła na siebie żółty t-shirt Łukasza i usiadła na kanapie w salonie. Patrzyła w martwy punkt za oknem. Nawet nie zauważyła, kiedy po jej policzkach zaczęły spływać łzy. 
   Obudziły go ciepłe promienie marcowego słońca. Przeciągnął się nieznacznie, żeby nie obudzić Antoniny. Otworzył oczy, ale w  łóżku był sam. Zaczął się rozglądać po pokoju - pusto. Założył na siebie bokserki i wyszedł z sypialni. W salonie jej nie było. Garderoba była pusta. W łazience też sprawdził. Wszedł do kuchni w przekonaniu, że ją tam zastanie, ale okazało się inaczej. Zamiast Antoniny zastał tam kartkę złożoną na pół a obok niej kubek z zimną już kawą. Rozłożył liścik i zaczął czytać.
" Łukasz!

Przepraszam, że robię to w ten sposób, ale nie umiem inaczej. 

Wczoraj powiedziałam Ci, że gdybyś się we mnie zakochał, musiałabym odejść... 

To właśnie robię. Nie szukaj mnie. Nie chcę ranić Ciebie, siebie, Nas. 

Wyjeżdżam. Jeszcze nie wiem gdzie, ale wiem, że to zrobię. 

Nie ważne, jak daleko bym była, zawsze będę o Tobie pamiętać...

Kocham Cię na swój sposób i dlatego nie chcę Cię ranić.

Przepraszam.

P.S.

To we mnie jest jakiś problem, więc nie obwiniaj się za wszystko.

Kocham,
Antonina."

   
   Poczuł, jak po jego policzkach spływają słonawe krople. Nie umiał ich zahamować...
Kwiecień 2013


  Słońce dogrzewa od samego rana, ale nikomu to nie przeszkadza. Jest sobota. Akurat nie ma rozgrywek, więc można się troszkę polenić w rodzinnym gronie. Wieczorem ma wpaść trochę gości z okazji urodzin Antoniny. Dzisiaj kończy 25 lat. Nie przeszkadza jej to jednak. Zawsze myślała, że im bliżej trzydziestki tym gorzej, ale na szczęście okazuje się inaczej. 
   Leży sobie spokojnie na leżaku na tarasie i rozkoszuje się piękną pogodą. Cisza i spokój. Nic się nie dzieje. To jakże miłe uczucie przerywa Antoninie donośny dzwonek do drzwi. Nie chętnie podnosi się z leżaka i  zakłada na siebie sukienkę, którą zdjęła do opalania. Szybkim krokiem rusza otworzyć. Myśli, że może jej mąż zapomniał kluczy, tak kilka tygodni temu wyszła za mąż za człowiek, którego kocha i który ją kocha. Jednak to nie on stoi na progu dużego domu pod Bełchatowem. Przez chwilę czuje się, jakby wbito ją w ziemię. Jest zdziwiona.
- Co tutaj robisz? - Może kiedyś, jeszcze całkiem niedawno coś do niego czuła, teraz już nie.
- Przyjechałem porozmawiać... - Spogląda na niego podejrzliwie, ale kulturalnie wpuszcza go do środka i kieruje do kuchni. Siadają przy wysokim blacie. Panuje cisza, której nie chcą przerywać.
- Powiesz mi, po co przyjechałeś? - Nie wytrzymała.
- Pogratulować i przeprosić. - Spogląda na niego zdziwiona. - Pogratulować, bo... - przerywa mu.
- Bo wyszłam za mąż, to zrozumiałam. 
- Chcę cię przeprosić, że byłem takim egoistą... I za to, że najprawdopodobniej zniszczyłem ci najpiękniejsze lata twojego życia. - Wstał i skierował się do wyjścia. Jego oczy mają zupełnie inną barwę niż do tej pory. Są takie smutne i szarawe. 
- Co się stało? - Nie daje mu odejść. Łapie go za rękę i odwraca w swoją stronę. W tych niegdyś pięknych oczach widzi łzy. Zna go na tyle dobrze, że wiem, że on nie zmienia zdania "od tak". Mocno ją do siebie przytula. Antonina czułe, że na jej głowę spadają krople, wie że są to łzy. 
- Odeszła... - wyszeptuje, kiedy odzyskuje chociaż odrobinę spokoju. 
- Jak to odeszła? - Odsuwa się od niego i patrzy w jego zapłakane oczy. 
- Umarła, zginęła, nie żyje. - Nie ma nawet siły, żeby krzyknąć. Jest całkowicie bezsilny. Antonina nie ma serca, żeby go wyrzucić. Robi ciepłą herbatę i czek aż aż się wygada, bo wie, że tego potrzebuje. - Wiem, że znowu zjawiam się w twoim życiu w najmniej odpowiednim momencie, ale nie mam do kogo pójść... - Ściska jego dłoń, żeby dodać mu otuchy. - Miała wypadek dwa tygodnie temu. Trafiła do szpitala w stanie krytycznym... Nie umieli jej uratować... - Udaje silnego, ale mu to nie wychodzi. 
   Po kilku godzinach wychodzi, dziękując za rozmowę. Widać, że jest mu trochę lżej na sercu, ale nie za bardzo. Antonina wraca do kuchni i z kubkiem gorącej herbaty myśli nad losem swojego gościa. W pewnym momencie uświadamia sobie, że jest już strasznie późno, a ma jeszcze odebrać Agnieszkę z lotniska. Biegiem zakłada na siebie spodnie, koszulę i buty i wybiega z domu. Na lotnisko dojeżdża po czasie, ale Agi nie widać. Staje spokojnie i opiera się o drzwi samochodu, rozglądając się dookoła. Nie może przestać myśleć o słowach chłopaka. Nie próbuje udawać, że jej to nie rusza. Nigdy przestała go tak naprawdę kochać...
   Czuje, jak ktoś wiesz się jej na szyi. W ułamek sekundy odzyskuje kontakt z rzeczywistością. Przytula mocno przyjaciółkę. Pomaga jej się zapakować do samochodu i ruszają w drogę.
- Mam poczekać, aż sama mi powiesz? - Już po chwili Agnieszka zaczyna pytać. Widzi, że coś jest nie tak. 
- Powiem ci, ale nie teraz. 
- Mam się bać?
- Raczej mnie. Tu nie chodzi o mnie... - Resztę drogi spędzają w ciszy. Może nie martwej, ale ciszy, którą wypełnia muzyka. 
   Podjeżdżają pod mały domek na obrzeżach Bełchatowa. Z bagażnika biorą walizki i wchodzą do środka. Agnieszka rozgląda się dookoła. 
- A jeszcze niedawno mówiłaś, że nie chcesz się przeprowadzać a teraz mieszkasz w takim domu. Nadal wolisz Włochy? - Obie uśmiechają się na wspomnienie słonecznej Italii. 
- Sama nie wiem... Mam tylko nadzieję, że zbyt szybko się nie będziemy przeprowadzać. Lubię to miejsce. Chcesz kawy? - Aga skina głową i idą do kuchni.         Rozmawiają o Włoszech, Mediolanie, Bełchatowie i innych mało ważnych sprawach. Nagle ni stąd ni zowąd Antonina wypala z tekstem: 
- Dagmara nie żyje. - Agnieszka nie może zrozumieć słów przyjaciółki, dopiero po chwili dociera do niej ich sens.
- Skąd wiesz?
- Michał tu dzisiaj był. - Antonina spuszcza głowę i patrzy się w swoją pustą filiżankę. 
- Przecież on jest...
- Tak wiem, jest w Rosji. Jednak najwidoczniej już jest inaczej. 
- Znowu zaczynasz się nim przejmować? - Agnieszka zmusza Tośkę, żeby spojrzała jej w oczy i odpowiedziała szczerze. 
- Nie wiem, ale jak go dzisiaj zobaczyłam, to...  Wyglądał, jakby to on umarł. 
- Chcesz mu pomóc?
- Powinnam. 
- Kochanie, już jestem! - Po mieszkaniu roznosi się ciepły znajomy głos. 
- Nic mu nie mów, sama to zrobię. - Antonina zdąża wyszeptać przyjaciółce, gdy do kuchni wchodzi jej mąż. Podchodzi do Agnieszki i wita się z nią. Następnie podchodzi do Antoniny i wpija się w jej usta. 
- Wszystkiego najlepszego - mówi, wyciągając zza pleców małe pudełeczko. Antonina szybko rozpakowuje prezent i wyciąga złoty łańcuszek z napisem "Faith", dokładnie taki sam, jaki popsuł się Tośce kilka miesięcy wcześniej. 
- Dziękuję. - Dziewczyna całuje męża w policzek. Mężczyzna wlewa sobie wody do szklanki i opiera się o blat szafek kuchennych. Patrzy na dziewczyny i wzdycha, 
- Jak tak na was patrzę to nie wiem czy się was bać czy nie...
- Czemu? - Reagują w tym samym momencie. 
- Bo według teorii i patyki w normalnych rodzinach, była żona nie przyjaźni się z obecną... 
- Jak widać nie jesteśmy tendencyjni i normalni. - Patrzą po sobie i wybuchają śmiechem. - Łukasz? Mógłbyś pojechać jeszcze do sklepu po jakieś ciasto? - Mężczyzna spogląda na żonę. - Mama ma przyjechać? - Faktycznie nie są tendencyjni. Teściowa lubi swojego zięcia. 
   Dziewczyny korzystając z jeszcze chwili wolnego czasu kończą rozmowę. 
- Powiem mu. Tylko nie dzisiaj. Nie mam się czego bać. Wiem, że już nie kocham Michała i jest mi z tym dobrze, bo mam wspaniałego męża.
- Dobrze, a teraz chodź, bo muszę ci dać prezent. - Agnieszka uśmiecha się i ciągnie przyjaciółkę do swojej walizki, z której wyciąga szarą paczkę i idą na górę do garderoby. - Nigdy nie miałyśmy problemów z porozumiewaniem się, nawet teraz kiedy jesteś żoną mojego byłego męża, to cieszę się, że cię mam i chcę, żebyś o mnie nigdy nie zapominała, bo ja o tobie nie zapomnę. - Obje zaczęły płakać ze szczęścia. Ich podobieństwo może przerażać. - Mam coś dal ciebie. - Agnieszka rozpakowała paczkę i wyciągnęła z niej śliczną sukienkę, która idealnie pasowała do Antoniny.
   Urodziny mijają miło i bez zbędnych problemów. Kontakty Antoniny z matką się poprawiły, więc przyjechała, aby świętować 25 lat życia swojej córki. 
- Wiedziałem, że cię wtedy znajdę w Mediolanie. - Uśmiechnął się na wspomnienie z przed lat.
- To były moje 24 urodziny. - Podeszła do leżącego w łóżku męża i pocałowała go namiętnie. 
- A mówiłaś, żebym cię nie szukał... 
- A gdybyś nie istniał? Powiedz mi, po co miałabym żyć?

 

 

 


 Znowu się nie wyrobiłam w czsie...

To już ostatni z cyklu IKKE. 

Mam nowy pomysł, który chyba nwet ciekwie wychodzi Fatum de la vie.

 

Ostatni należy się wszystkim, którzy mi wiernie towarzyszyli od początku :)

Najbardziej jednak Milce, bo mnie zmotywowała do napisania "The Endu" :)

Dziękuję wszystkim, że ze mną byliście od walentynek ; **

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  7 746  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7746
Wpisy
  • komentarze: 142

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl